Jakimś cudem udało mi się uchronić część owocków przed pożarciem i dzięki temu Lenka miała też ucztę dzień później już w domciu.
Kontrola jakości musi być, bez tego się nie obejdzie :P
teraz taniec radości, że jest dobra i można przystąpić do konsumpcji
Te moje kochane dwa babiszony tymi swoimi zagraniami powalają mnie na łopatki. Zdjęcie ląduje do w folderze z ulubionymi kadrami. Jeszcze kilka, no po prostu nie mogę się powstrzymać
ech babiszony (to do Was córuchny me, jeśli kiedyś tu zajrzycie) cieszę, się że Was mam. Wy chyba też coraz bardziej się cieszycie, że macie siebie.
ps. a z tymi pozami to macie mistrzostwo świata :*
skoro panny od świtu serwują takie zagrania.
szkoda, że nie mam zapisanej fonii, bo takiej mieszanki pisków, śmiechów, gulgotów i juchania możnaby używać jako budzika... na mr. G działa :P










































