Wczoraj był wypad na farmę. W z powodu moich problemów wagowych uparłam się, żebyśmy poszli pieszo. Dowódca grupy - Mr. G zgodził się, a Lena zażyczyła sobie rowerek. Spakowaliśmy najpotrzebniejszy dobytek i wyruszyliśmy w trasę. Na farmę mamy ok.3km. Po drodze Lena postanowiła zrywać, a potem wąchać kwiatuszki, bo bardzo je lubi, więc rowerek poszedł w odstawkę.
Było naprawdę gorąco, więc płyny trzeba było uzupełniać
Gdy dotarliśmy na farmę, Lena była bardzo zdziwiona, że może chodzić na bosaka. Nie mogła uwierzyć ja dotknęło ją takie szczęście. Przez cała zimę w domu ściągała skarpety i chciała na bosaka biegać, a my się wkurzaliśmy, a tu nagle rodzice mówią, że może chodzić na bosaka i to w dodatku na dworze.....
No i nareszcie najbardziej wyczekany moment......wodowanie
Tak więc pierwsze wodowanie (w wersji mini) w tym roku zliczone. Lenka w 7 niebie, pyta o więcej.
Nasze dziecię tak się wypluskało, tak się naganiało, że nastąpiło uwstecznienie. Lena władowała się to wózka Kiki i stwierdziła, że jest małym dzidziusiem i jedzie do domu w wózku. Już chciałam brać Kikę do chusty, aby pojazd udostępnić naszemu "nowemu" dzidziusiowi, gdy przypomniało nam się, że na farmie mamy wózek terenowy. Lenka zajęła terenowca, Kika powróciła na swoje włości i tak wyglądała nasza ekipa w drodze powrotnej
Oczywiście łupy kwiatowe muszą być ;) tym razem padło na gałązeczki jabłonki. Teraz pięknie pachną nam w domku.
mr. G jest w pracy (ma nadgodziny) na szczęście tylko do 14 więc popołudnie jest nasze. Mam nadzieję, że będzie równie pełne wrażeń co wczorajsze.
życzę Wam dziś wielu pozytywnych wrażeń
pędzę poświrować z moimi babiszonkami
ps. dzięki mojemu mr. G coś fantastycznego doszło do skutku. Jestem przeszczęśliwa, ale o tym co i jak dowiecie się wkrótce