czwartek, 6 czerwca 2013

po naszemu

Nie jestem patriotka z krwi i kości. Podczas majowych świat nie zawisła u mnie biało czerwona flaga. Mimo to strasznie mnie wnerwia wszechobecne uwielbienie dla LOVEów HOMEów i innych SCHABY CHICÓW czy jak im tam. Mamy takie same słowa w języku polskim dlaczego nikt nie stawia napisu DOM (ja mam, pokazywałam go tu) czy MIŁOŚĆ ja czuje z nimi jakąś bliskość, z ich zagranicznymi odpowiednikami już nie.
Tak więc nie powinno Was dziwić, że w naszym domku nazywa się rzeczy po imieniu :P
Jakbyście zaczynali myśleć, że jestem normalna ;) to muszę Was wyprowadzić z błędu jestem świrem na całej linii. Gdy wszyscy budują przedziwne budowle z karton-gipsu aby rury po zasłaniać i fundują sobie uskoki pierdulniczki i w tym halogenki i inne takie, ja zamiast chować rur podkreślam je. Tu proszę dowód przedpokojowa rura malnięta na czarno. 
Kocham ja bardzo, druga taką mam w łazience :D tyle, że bardziej hmmm ozdobioną, odjechaną, kiedyś na pewno Wam pokażę. Póki co mój nareszcie biały przedpokój z czarną rurą i szatnia moich dziewczynek, gdzie same odwieszają swoje kurtawy i inne kapoki.
Jak jest u Was macie coś u siebie "po naszemu" czyli po polsku czy jednak popłynęliście z prądem ku angielskim wariacjom?

wtorek, 4 czerwca 2013

dzieciakowe świętowanie

Dzień dziecka przywitaliśmy iście ekstremalnymi wrażeniami. Lena miała 40 stopni gorączki, szybka akcja i udało mi się to zbić. Po godzinie panna latała po mieszkaniu niczym skowronek. 
Jeden kryzys zażegnany, ale był jeszcze drugi... pogoda. Za oknem lało, lało i lało no masakra jakaś. Impreza w domu kultury z basenu została przeniesiona do kina i tam panny moje zostały wymalowane, i zostały posiadaczkami fioletowych balonowych kucyków. Lena już zamówiła takie balonowe motańce na swe urodziny.
Na szczęście niedziela okazała się cudnym słonecznym dniem, wiec wybraliśmy się na lody i takie "napowietrzne" harce.
Było to co dziewczyny lubią najbardziej
rower, lody no i woda ;)
a dziś u nas znów leje i to od dwóch dni :(

piątek, 31 maja 2013

ech....

Wczoraj było tak jak się spodziewałam, cały dzień lało :(
Udało mi się za to choć odrobinę poczytać...
książka - biedronka, poducha - zRĘCZNY SZOP

Dziś za to pogoda cudna, ogrom słonka, niestety u nas króluje haft i to nie ten artystyczny... 
tą profesje do perfekcji opanowała moja biedna Lena :(

czwartek, 30 maja 2013

śniadamy

Pochmurny poranek, słychać rytmiczne uderzanie kropli deszczu o parapet, a my... my czekamy na dostawę kaloszy więc ze spaceru nici. Dlatego niespiesznie dziś się śniadaniowaliśmy. Jakiś czas temu wspominałam o Leonitowej rewolucji kanapkowej. Dziś mam zaszczyt przedstawić kanapkowa twórczość Lenkową
Autorkę natchnęła jednak kolejna wena i tak dorobiła jeszcze rzęsy, nie wiem czy widać, bo fotkę machnięta na sekundy przed pożarciem.
 i jeszcze śniadaniowa Kika z pomidorem na specjalne życzenie bidibi :)

dobrego dzionka, no i choć odrobiny słonka

wtorek, 28 maja 2013

mamuśkowe świętowanie

Pierwszy prezent na dzień matki dostałam jakieś dwa tygodnie temu, była to ta poskładana przez Lenusie z Mr.G (chociaż chyba powinnam napisać, że przez Mr.G z Lenusią) cudowna  zebra.
W sobotę zaś ma starsza córka poinformowała mnie, że wyjeżdża i że śpi u Babusi. Nie protestowałam. Odziałam główną zainteresowaną, no i w drogę. Humor miała fantastyczny 
Zabrała swe manatki i powiedziała, że ona już pójdzie. Co tam, że my też na kawkę do mojej mamy się wybieraliśmy, nie ważne, szkoda czasu.
Następnego dnia zjawiła się  w "odwiedziny", wołając od progu psysłam na obiadek. Mi dostały się kwiatuchy i zielone nie zidentyfikowane pudełko. Zapytałam co to za pudełko, no i usłyszałam no mama coś ty przecież to na cycuchy.... nie wiesz? W pierwszej chwili trochę zgłupiałam, no bo na co mi pudełko do biustu :P ale jak je otwarłam, moim oczom ukazał się cudny stanik. Co najważniejsze nie okazał się za mały, bo ostatnio znalezienie stanika dla mnie to nie lada sztuka. Podczas ostatnich zakupów zapytałam, pana w H&M czy maja staniki większe niż D, pan skonsternowany wysapał A, B, C, D nie no takich dużych to my nie mamy. Mina pana bezcenna, a ja poczułam się jakby zamiast biustu miała dwa 5kg arbuzy
Po tych prezentowych ekscesach wybraliśmy się do parku. Akurat był mały festyn, więc popcorn, wata, lody ZALICZONE.
Po takim obżarstwie potrzeba było ruchu, skorzystaliśmy z siłowni na świeżym powietrzu
 Lena nareszcie się odważyła się przejść równoważnię.
 oczywiście Kinia nie mogła być gorsza :P
Bardzo fajne było to mamuśkowe świętowanie :)))
częściej poproszę :P

sobota, 25 maja 2013

wyprodukowałam :P

Mam, żeby nie było że szewc bez butów chodzi.
Pasiasty dywanik szydełkowy do mojej najprywatniejszej łazienki :)))

dobrej soboty, u nas znów się chmurzy :(

czwartek, 23 maja 2013

a ku ku

a ku ku... tu jestem
Intensywnie nadrabiam zaległości spowodowane weekendową nieobecnością. Wybraliśmy się do parku, no bo ileż można na działkę chodzić. Wszystko może się przejeść. Lena nadal w rowerowym szale, pędzi już jak torpeda
Z babiszonków robią się totalne papużki nierozłączki, gdzie jedna tam druga.
Kwiatuchy wszelakie nie pozostaną nie zauważone.
Kinga namiętnie je kolekcjonuje
Lena też uwielbia zbierać kwiatki i tworzyć z nich bukieciki.  Oto jeden z ostatnich łupów
Tym sposobem zawsze mamy świeże kwiatki w domu :)))

wtorek, 21 maja 2013

:)

Nasze własne :)

jestem

Jestem. Wróciłam wczoraj i chłonę moją rodzinkę, za która stęskniłam się ogromnie.
Wyjazd integracyjny very sympatyczny :)
Jednak cały czas brakowało mi tam moich stworów.
Okazuje się, ze jestem dużo bardziej rodzinna niż się tego spodziewałam.